niedziela, 23 września 2018

Rozdział 67.



Gaara wyszedł. Gdy zamknęły się za nim drzwi, Ino odczuła pokusę podejścia do okna i sprawdzenia, czy wsiądzie od razu do samochodu. Czy się zawaha. Czy może wróci. Jednak nie ruszyła się, stała wciąż w tym samym miejscu w pokoju i tępo patrzyła w ścianę.
Towarzyszyło jej poczucie odrealnienia, jakby naprawdę jej tu nie było, jakby wszystko było nierzeczywiste. Zupełnie jak w czasie napadów paniki. Było to do tego stopnia podobne, że przyłapała się na myśli, że właśnie nadchodzi jeden z takich ataków. Czekała na przyspieszone bicie serca, fale gorąca, duszności, ale nic takiego się nie pojawiło.
Malinka zaczęła ją zaczepiać, ocierając się o jej nogi i przywracając do rzeczywistości. Ino przyklęknęła, żeby ją pogłaskać. Pamiętała jeszcze z terapii, że jeśli przeczuwa napad paniki powinna spróbować się uspokoić. Mało co tak uspokajało jak mruczenie kota.
Po chwili jednak uświadomiła sobie, że jej obawy są niczym nieuzasadnione. Opadł z niej stres. Obojętnie, czego tak naprawdę się obawiała - czy tego, że Gaara w końcu będzie miał jej dość i ją zostawi czy tego, że właśnie bez względu na wszystko tego nie zrobi i ona będzie w coraz większym stopniu od niego uzależniona - teraz wszystko się zmieniło. Czuła pustkę, nie strach.
Miała jednak wrażenie, że zwariuje przebywając sama ze sobą i zaczęła szukać w myślach możliwości, żeby być wśród ludzi. Przyszło jej do głowy, by zadzwonić do Sakury, jednak sekundę później pomyślała, że Sakura ostro uczy się do egzaminów. A nawet gdyby miała czas, po ostatnich wydarzeniach z udziałem Fu nie pójdzie już z nią na żadną imprezę. Na pewno nie teraz, może nigdy.
Przyszło jej do głowy, że teraz, gdy rysowała się przed nią nieograniczona ilość niezapełnionego niczym czasu, powinna spotkać się z Hinatą, z którą od dawna miała się umówić. Jednak od kilku tygodni konsekwentnie unikała Hinaty. Dziewczyna była zbyt przenikliwa, by w obecnej sytuacji Ino mogła czuć się swobodnie w jej towarzystwie.
Nie miała ochoty rozmawiać z Hinatą czy z kimkolwiek innym. Za to chętnie wybrałaby się gdzieś, gdzie było za głośno, by usłyszeć własne myśli.
Była sama kilka minut i już nie mogła tego znieść.

Sasuke po odwiezieniu Ino nie pojechał do domu tylko wstąpił do pubu, w którym od dawna nie bywał. Miał ochotę zebrać myśli i nic nie wydawało mu się bardziej pomocne niż kufel lanego, belgijskiego piwa.
Miał wrażenie, że barman na jego widok znacząco uniósł brwi. Kiedy nalewał mu piwo przy barze, spojrzał w bok. Sasuke z zaciekawieniem odwrócił się w tamtym kierunku. Zauważył Hotaru, która wstała od znajdującego się nieopodal stolika.
Jego umysł najwyraźniej działał w zwolnionych obrotach, bo nie zdążył przeanalizować sytuacji nim dziewczyna do niego podeszła i usiadła na stołku barowym obok. Jednego jednak był pewien, nigdy wcześniej jej tutaj nie spotkał. I nie spodziewałby się spotkać, bo Hotaru nie należała do osób, które wczesnym popołudniem wybierają się na piwo zamiast na obiad.
Dziewczyna przyniosła kufel ledwie napoczętego piwa, który postawiła przed sobą na blacie barowym.
  - Co za przypadek - odezwała się, nie patrząc na niego tylko na ścianę z trunkami.
  Sasuke upił trochę złocistego napoju, odstawił kufel i wtedy odwrócił się do niej.
  - Przecież nie wierzysz w przypadki - zauważył.
  Hotaru popatrzyła na niego, jakby się nad czymś zastanawiała, i przytaknęła.
  - To prawda. Wierzę w przeznaczenie. A ty?
Jednak na tym zakończyła wypowiedź, jakby testowała jego reakcję.
Sasuke rozejrzał się.
  - Przychodzisz na piwo, sama, tutaj? - zastanowił się. - Nie, w takie przypadki nie wierzę.
  Rzeczywiście, coś mu nie pasowało w tak prostym zbiegu okoliczności. Ale bardziej nawet dziwiła go jego własna reakcja. Zawsze darzył Hotaru sympatią, u której podstaw leżał fakt, że dziewczyna nie była w niczym podobna do Fumi. Kiedy chodziło o Gaarę, jej upór graniczył z szaleństwem, ale nawet to było do zaakceptowania. Przynajmniej była stabilna i przewidywalna, w przeciwieństwie do swojej najbliższej - i znienawidzonej - przyjaciółki.
Dawniej rozmawianie z Hotaru sprawiało mu przyjemność, niezależnie od tego, jakie w danej chwili były jej relacje z Gaarą - a te podlegały sporym wahaniom, w dużej mierze zależąc od tego, czy Fu akurat była w fazie depresyjnej czy maniakalnej i czy miała większą niż zwykle ochotę zatruwać ludziom życie. To, że Hotaru nie próbowała uciąć chorej relacji w trójkącie było dla Sasuke irytujące, ale nie zmniejszało jego sympatii do niej. Postrzegał ją jako jedyną normalną we wspinaczkowo-hazardowej grupie towarzyskiej.
Jednak zaczął myśleć o niej inaczej, gdy groziła Ino w jego obecności. Zaczął się zastanawiać, co tak naprawdę siedzi w jej głowie i do czego byłaby zdolna się posunąć, żeby usunąć coś, co uważała za przeszkodę na swojej drodze.
Na pewno nie zrobiłaby nic, czym mogła zrazić do siebie Gaarę, ale i tak miała spory wachlarz możliwości.
 - Może tak jak ty uważam, że lepiej kontemplować smak piwa niż własną samotność - powiedziała Hotaru z przewrotnym uśmiechem. - Stałeś się okropnie zgryźliwy, nieźle cię przeorali na tych studiach. A może w pracy? Słyszałam, że pracujesz... A w każdym razie, że chodzisz do firmy. Nie wyobrażam sobie ciebie za biurkiem.
Sasuke uśmiechnął się kpiąco.
  - To tylko świadczy o ograniczonej wyobraźni. A ty, co robisz?
  Hotaru uśmiechnęła się szeroko, nieszczerze.
  - Miło, że pytasz. Studiuję public relations. Ale teraz zapisałam się jeszcze na grafikę komputerową weekendowo.
  - Masz za dużo wolnego czasu?
  Hotaru spoważniała. Po jej wyrazie twarzy widać było, że powie coś, o czym wcale nie ma ochoty mówić.
  - Żebyś wiedział. Kenji ma teraz chemię i nie chce, żebym za dużo z nim przebywała. Dla mojego komfortu psychicznego, powinnam bywać z ludźmi. - Spojrzała mu prosto w oczy. - Jakoś nie mam serca mu powiedzieć, że poza nim nikogo nie mam.
  Sasuke wiedział, że Hotaru poruszyła trudny dla siebie temat, ale wiedział też, że zrobiła tak tylko dlatego, by wywołać w nim oczekiwane współczucie. Nie zwierzałaby mu się, a jeśli już, to nie z potrzeby serca, tylko by coś na tym ugrać. Ich relacja była zbyt płytka, a Hotaru była zbyt skryta, by rozmawiać szczerze o swoich uczuciach z prawie obcymi ludźmi. Również dlatego kiedyś ją lubił. Nie próbowała udawać, że łączą ją z kimś większe więzi niż miało to miejsce w rzeczywistości. I nie miała zbyt wysokich oczekiwań.
Ale teraz ewidentnie czegoś od niego chciała. Może powinien być zdziwiony, ale nie był.
Hotaru wzruszyła ramionami i zamaszystym ruchem sięgnęła po kufel.
  - I tak oto odkryłam, że mają tu dobre piwo - powiedziała entuzjastycznie. - Ty też powinieneś się trochę oderwać od twojej korpo, od kolegów, którzy już planują rozmowy kwalifikacyjne i śluby, i urządzić jakąś mega imprezę.
 Sasuke zastanowił się.
  - Wiesz, to niezły pomysł. Zaproszę cię. Ale nie spotkasz tam naszych wspólnych znajomych.
  Hotaru machnęła lekceważąco ręką.
  - Myślisz, że o to mi chodzi? Przecież Gaara i tak by nie przyszedł. Pewnie niedługo będą z dziewczyną wybierać kolorki mebelków dla dziecka.
 Gdyby w jej tonie dostrzegł choć nutę goryczy, może nie zorientowałby się, że go podpuszcza.
Hotaru rzeczywiście musiała uważać go za nierozgarniętego umysłowo skoro sądziła, że drugi raz wciągnie go we własne gierki.
 Odwrócił się do baru i sięgnął po kufel z piwem.
  - Nie zaproszę Gaary. Ani Ino - skwitował obojętnym tonem.
  Rozczarowanie w jej głosie było prawie namacalne.
  - A co ty jesteś taki piesko lojalny? - syknęła.
  Sasuke spojrzał na nią.
  - Może po prostu podoba mi się twój wyraz twarzy, gdy ci odmawiam.
  Na twarzy Hotaru odmalowała się czysta wściekłość - chyba pierwsze w stu procentach szczere uczucie, jakie pozwoliła sobie ujawnić od początku rozmowy. Przez chwilę sprawiała wrażenie, jakby miała uderzyć go w twarz, ale zapanowała nad sobą.
  - Pomyśleć, że kiedyś podobało mi się twoje poczucie humoru - westchnęła. - I że uważałam, że jesteś dobrze wychowany. Ale nie mam ci za złe chamstwa. Życie ci dokopało nie mniej niż mnie.
  Sprawiała wrażenie jakby dopiero się rozkręcała, ale Sasuke nie dowiedział się, co miała na myśli. Rozległa się melodyjka z Mission Impossible, dziewczyna sięgnęła po telefon i spojrzała na ekran.
  - O, miłość mego życia - powiedziała opryskliwie, przenosząc na niego wzrok, jakby spodziewała się odzyskania nigdy nie istniejącej nici porozumienia. - Fu. Wyjeżdża na trzy miesiące i przeżywa to, jakby miała nigdy nie wrócić. Ale w takie szczęście nie wierzę. Zaraz wracam.
  Sasuke miał świadomość, że oczekiwała od niego jakiejś odpowiedzi, ale milczał. Wpatrywał się w drzwi wyjściowe jeszcze chwilę po jej wyjściu.
Zastanawiał się, w co ona pogrywa, a przede wszystkim - czy on miał ochotę na takie gierki. Ostatnio się nudził, ale w niektóre rzeczy lepiej się nie pakować.

***
Prawie trzy lata wcześniej, port w zatoce tokijskiej
Sasuke leżał na pokładzie jachtu, plecami do podłogi, i palił papierosa. Samotna chmura sunęła po prawie czystym, błękitnym niebie, a on starał się skoncentrować na tym obrazie, ignorując jednocześnie gniewną tyradę, której musiał wysłuchiwać od kilku minut.
Pierwszy raz przyszło mu do głowy, że naprawdę, mógłby lepiej wykorzystać czas, zamiast spotykać się  dziewczyną, której w jakimś stopniu chciał pomóc, ale która bynajmniej pomocy nie oczekiwała. Przynajmniej nie takiej, jaką mógł zaoferować.
  - Pieprzony dziwkarz. Niech go szlag - usłyszał już chyba po raz trzeci. Tym razem słowom towarzyszyło brutalne szturchnięcie w bok. - A ty, kurwa, co jesteś taki z siebie zadowolony? Król życia na jebanym luksusowym jachcie.
  Sasuke niechętnie podniósł się do pozycji półleżącej i rozejrzał się dookoła.
  - To tylko mała łódka - powiedział, czując, że powinien odnieść się do którejś części wypowiedzi, z której większości wolał nie komentować.
  Hotaru nie powinna specjalnie oburzać się jego słowami. Nie trzymał w Tokio luksusowego jachtu, nie opłacałoby się tam cumować czegoś, czym nie bardzo było gdzie pożeglować. Rodzice Hotaru mieli lepszy żaglowiec.
Hotaru siedziała obok z założonymi na kolanach rękami. Spojrzała na niego z ukosa.
  - Bawi cię to?
  Sasuke nie mógł być pewien, o co dokładnie jej chodzi, ale do jakiejkolwiek części tej sytuacji odnosiło się jej pytanie - nie, nie bawiło go to. Zwłaszcza jej zachowanie, które było bardzo nietypowe - od jej słowotoku i niepotrzebnych wynurzeń po przekleństwa. Szczerze powiedziawszy, Hotaru tak go irytowała swoją postawą oburzonej dziewczynki, że miał ochotę nią potrząsnąć i kazać się obudzić.
  - Daj sobie spokój. Nie warto - mruknął, patrząc w bok i gasząc papierosa na desce idealnie wypolerowanego pokładu.
  Hotaru popatrzyła na niego, jakby powiedział coś dziwnego.
  - Wiesz co? Masz rację. Jeszcze będzie mnie prosił, żebym do niego wróciła.
  Sasuke spojrzał na nią z powątpiewaniem. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, Hotaru odezwała się pierwsza.
  - Myślałam, że kiedy Fu wyjedzie, Gaara się uspokoi - oświadczyła płaczliwym tonem.
  Normalnie pomyślałby, że się upiła, bo po alkoholu nie zawsze panowała nad sobą. Ale oboje byli trzeźwi. Hotaru sprawiała wrażenie zamroczonej własnymi emocjami.
Sasuke popatrzył na nią, będąc przekonanym, że widać po nim zniecierpliwienie i irytację. Miał nadzieję, że dziewczyna wreszcie się otrząśnie.
  - Minęło... ile... trzy miesiące? Nie jesteście już razem. Czego ty oczekujesz?
  Hotaru prychnęła ze złością.
  - Zbyt wiele - oceniła, po czym popatrzyła na niego jakby go dopiero teraz zobaczyła. Od razu było wiadomo, że przeniesie na niego złość. - A już na pewno od ciebie. Wygodnie ci tak, grać na dwa fronty i szlajać się z nim po klubach? Miałeś mi pomóc.
  Sasuke potrząsnął głową.
  - O, nie. Nie wrobisz mnie w to. Nigdy nie powiedziałem, że pomogę ci wrócić... Do poprzedniego stanu. Którym jest co? Lubisz, jak się tobą pomiata?
  Hotaru żachnęła się z oburzeniem.
  - Ty jesteś zbyt płytki, żeby zrozumieć, co między nami było.
  Zwykle wolał się nie wgłębiać w ten temat, ale tym razem pozwolił sobie na komentarz.
  - Chyba rozumiem to lepiej od ciebie.
  Usiadł po turecku, chcąc zrównać się z nią wzrokiem. Jeśli już musiał gadać z nią na poważnie, to przynajmniej miał nadzieję, że uda się to przeprowadzić szybko.
  Hotaru przesunęła się i usiadła na piętach niemal naprzeciw niego. Szykowała się na konfrontację.
  - Co masz na myśli?
Sasuke zastanawiał się, jak wyrazić się możliwie najkrócej.
  - Zasługujesz na coś lepszego - stwierdził, chociaż wiedział, że zabrzmiało to jak frazes. Było frazesem, zupełnie nie w jego stylu. Ponadto Hotaru zapewne słyszała to już nie raz. - Zapomnij o tym, i tyle.
  Dziewczyna przyglądała mu się jakoś dziwnie. Może powiedział za dużo. Kiedy pochyliła się w jego stronę, nie od razu wychwycił jej intencje. Pocałowała go zanim się cofnął. Gdy poczuł jej wargi na swoich, gwałtownie odchylił się do tyłu. Wylądował plecami na deskach, a Hotaru upadła na niego. Odsunął ją dość gwałtownie i zerwał się na nogi.
Miał w myślach wiele niecenzuralnych  słów, ale żadnego nie wypowiedział. Kiedy minął pierwszy szok, włączyło się chłodne myślenie. W szybkim ogarnięciu sytuacji pomógł mu widok twarzy Hotaru. Nie była zaskoczona, ale ewidentnie rozdrażniona.
  - Teraz się wycofujesz? - spytała. - Oboje wiemy, co rozumiesz przez "zapomnieć". I to, że nie traciłbyś ze mną czasu gdybym ci się nie podobała.
  Sasuke powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem. Nie wypadało, nawet jeśli uważał całą sytuację za śmieszną. Hotaru najwyraźniej uważała, że jej życie to realizacja scenariusza trzeciorzędnej telenoweli.
Poniekąd miał za swoje, bo dobrowolnie zapisał się do udziału w tym cyrku.
  - Nie. W obu przypadkach się mylisz - powiedział chłodno.
  Nie dodał, że trudno uważać ją za atrakcyjną, widząc jak się płaszczy, byle utrzymać przy sobie chłopaka. Dlatego też trudno byłoby mu skrytykować Gaarę za to, że skorzystał z pierwszego pretekstu, by się z nią rozstać. Wiele rzeczy w jego zachowaniu zasługiwało na krytykę, ale nie to.
  - Nie myślisz racjonalnie - ocenił. Tak  uważał, chociaż już wtedy zaświtało mu w głowie, że choć Hotaru nie planowała go uwieść, to jednak od początku chciała go wykorzystać do wzbudzenia zazdrości w Gaarze.
  Dopiero później uświadomił sobie, że jego pomysł na pokazanie Hotaru, że istnieje jakieś życie poza, od początku był skazany na niepowodzenie. Ona nie chciała tego dostrzec.

***
 Barman, zagadnięty przez Sasuke, spojrzał w kierunku drzwi.
  - Tak, kojarzę dziewczynę. Była tu z pól roku temu ze znajomymi. Teraz sporadycznie przychodzi, sama.
  Sasuke nie wyraził uznania do jego fotograficznej pamięci względem ludzi sprzed pół roku.
  - Ile ci zapłaciła? - zapytał.
  Chłopak udawał zdziwionego.
  - Co?
  - Drugi raz nie zapytam.
  Barman zawahał się przez chwilę.
  - Pięć.
  Kłamstwo miał niemal wypisane na twarzy.
  - Słabo łżesz - skomentował.
  Barman skrzywił się z niezadowoleniem.
  - Trzy tysiące. Wiesz, jak trudno tu wyżyć za napiwki?
  Sasuke nie słuchał go, lecz położył na ladzie sześć tysięcy jenów.
  - Więc?
  Chłopak zwinął kasę i dopiero na niego spojrzał.
  - Będzie z tydzień odkąd się pojawiła. Codziennie zajmuje stolik ze dwie godziny, wypije piwo i wychodzi. Gdzieś ty się szlajał?
  Sasuke zlekceważył jego ostatnie słowa. Wyjął z kieszeni telefon, głównie po to, by zająć czymś ręce. Miał ochotę przypierdolić kolesiowi za barem.
- Trzy kawałki? Tanio mnie sprzedałeś.
  - Sam byłbyś sobie winny, gdybyś to kupił. Nie, żeby to była moja sprawa, ale zalecam ostrożność. Jedna z nich w końcu cię wrobi w bachora.
  Sasuke ledwie go słuchał. Otworzył nieprzeczytaną wiadomość tekstową od Ino.
"Jaki outfit obowiązuje w tej twojej knajpie?"
Zawahał się. Jaki? Nigdy nie zwracał na takie rzeczy uwagi. W końcu odpisał: "Jak w Hiszpanii. Im mniej, tym lepiej. Wtorek?"
  - Wraca twoja fanka - odezwał się barman. Byłby zdumiony wiedząc, jak bardzo się w tym przypadku myli.
  Sasuke wygasił ekran w komórce i odwrócił się. Faktycznie, Hotaru podeszła do niego.
  - Coś mi wypadło, muszę iść - powiedziała. - Pamiętaj, że obiecałeś zaprosić mnie na imprezę.
 Sasuke nie odpowiedział. Odchylił się w krześle, gdy chciała pocałować go w policzek.
  - Z ciebie jednak jest cały czas dzieciak - skomentowała Hotaru lekkim tonem. - Do zobaczenia wkrótce.
 Sasuke uznał jej zachowanie za niepokojące - nie tyle to, że tak nagle zwinęła żagle i się wycofała, co to, że była w ewidentnie dobrym humorze.
Uznał jednak, że Hotaru to na szczęście już nie jego problem.

***
Dziesięć minut wcześniej
Zanim Hotaru wyszła przed budynek pubu, telefon przestał dzwonić. Jednak już po chwili zadzwonił ponownie. Uparta bestia.
Tym razem odebrała natychmiast.
  - Czego dusza pragnie? - spytała  z wystarczającą dawką sarkazmu, by Fumi wiedziała, że nie jest mile widziana - czy raczej słyszana - ale nie na tyle opryskliwie, by ją urazić.
  - Wierzysz w dobre wróżki? - usłyszała w słuchawce.
  - Co?
  - We wróżki, słonko. Może cię sporo ominąć, jeśli pojawi się jedna z nich i tak ją nieuprzejmie potraktujesz.
  Hotaru powstrzymała się przed wyrażeniem zniecierpliwienia, chociaż nie miała ochoty na przegadywanki słowne. Była zirytowana i bez głupich telefonów od Fu. Sasuke zachowywał się inaczej niż przewidziała i uświadomiła sobie, że nie będzie tak łatwo go zmanipulować.
Być może powinna zagrać w otwarte karty. Fu sądziła, że Sasuke z ochotą pomógłby jej w wyrzuceniu Ino z obrazka. Jednak jego zachowanie wcale na to nie wskazywało.  Odslonić się przed nim było sporym ryzykiem, a ona nie chciała ryzykować dopóki miała inne możliwości.
Niebezpieczne byłoby też dla niej, gdyby Fu się na nią obraziła, nawet jeśli jedną nogą była już poza Japonią. Hotaru postanowiła zmienić ton wypowiedzi.
  - Czy nie powinnaś się teraz pakować? Myślałam, że jutro jedziesz do... Yokohamy. - Powstrzymała się przed użyciem słowa "dom". Fu z pewnością była zdruzgotana koniecznością zwrócenia się do matki z prośbą o dodatkowe pieniądze. Lepiej było jej nie drażnić.
  - Jestem już spakowana - odparła dziewczyna swobodnie. Chwila milczenia sugerowała, że się waha. - Przyjechałam pogadać z Gaarą.
  Hotaru zastanowiła się, czy powinna to jakoś skomentować. Zdecydowała, że lepiej nie. Nawet gdyby próbowała być uprzejma, i tak powiedziałaby coś niewłaściwego. Fu wykazywała się daleko posuniętą naiwnością, jeśli naprawdę sądziła, że Gaara będzie jej współczuć konfrontacji z matką i udzieli jej wsparcia. Cokolwiek zrobiła, wystarczyło, żeby Gaara się od niej odwrócił, a jej problemy rodzinne tego nie cofną.
  - I porozmawiałaś z nim? - zapytała, zachowując neutralny ton, chociaż czuła pogardliwą satysfakcję. Wyglądało na to, że Fu dzwoniła do niej, żeby się wypłakać.
  - Nie. - Forma odpowiedzi kłóciła się z jej treścią. Fumi sprawiała wrażenie zadowolonej. - Trafiłam na niedobry moment, zapewne nie powinnam mu się teraz pchać w pole widzenia. Wynosi się z domu.
  Hotaru myślała przez chwilę, że źle usłyszała.
  - Słucham?
  Fu cmoknęła ze zniecierpliwieniem, ale też samozadowoleniem.
  - Gaara wyfruwa z tego gniazdka, które sobie uwili. Zabiera sprzęt wspinaczkowy.
  Hotaru prychnęła. Wiedziała, że nie powinna traktować Fu zbyt poważnie.
  - Widać wyjeżdża za miasto - mruknęła.
  - Być może - odparła Fumi z niesłabnącym entuzjazmem. - Ale nie pakowałby tylu rzeczy. Poza tym, jest wściekły. Pewnie laska puściła go kantem. - Chwila milczenia. - Nie, to chyba ja uczyniłam. Myślałam, że jej nie ruszyło, ale ruszy każdą, z wyjątkiem ciebie, bo jesteś beznadziejnie zakochana i beznadziejnie głupia.
  Hotaru znała tę śpiewkę, pod tytułem: wiem coś, czego nie wiesz ty. Nie zamierzała dać się w to wciągnąć, chociaż rzecz jasna ciekawiło ją, czym Fu tak skutecznie naraziła się Gaarze. Zawsze miała wiele głupich pomysłów, którymi jakoś wcześniej nie zdołała go do siebie zrazić.
  - A więc co zrobiłaś? - zapytała obojętnym tonem.
  Fu oczywiście udzieliła wymijającej odpowiedzi.
  - Wyświadczyłam ci przysługę. Przypadkiem, tak naprawdę - powiedziała swobodnie. - Myślałam, że trochę ci ułatwię, nie zamierzałam zostawić pustego pola do działania. Aż żałuję, że wyjeżdżam.
  Hotaru nie była pewna, czy powinna to odczytywać jako obietnicę kłopotów.
  - Narwale cię potrzebują bardziej niż ja - zauważyła kąśliwie.
  - To akurat jest prawda - stwierdziła Fu. - Ale nie wyjeżdżam na zawsze, więc na twoim miejscu bym się pospieszyła.
  Hotaru miała wrażenie, że dziewczyna ją podpuszcza... Nie, właściwie była tego pewna.
  - Dlaczego do mnie zadzwoniłaś? - zapytała.
  - To dobre pytanie. Chyba musiałam się z kimś podzielić tragikomizmem mojej sytuacji. A może oczekuję od ciebie wdzięczności? To dość przewrotne, że mnie nienawidzisz, a ja nieświadomie sprawiam ci prezenty. W każdym razie, już nie skorzystam na małym kryzysie, który wywołałam. Nie mam pojęcia, gdzie Gaara może się wybrać, jeśli rzuciła go dziewczyna. Ale ty wiesz, prawda?
  W tym pytaniu też kryła się złośliwość. Oczywiście, że Hotaru nie miała pojęcia, gdzie Gaara mógłby pojechać. Ale miała nadzieję, że się domyśla.
  

niedziela, 5 sierpnia 2018

Rozdział 66.


Ino uparcie przeklikiwała ikonki w telefonie, lawirując między aplikacjami i usiłując wyglądać na bardzo zajętą. Nie odzywała się do Sasuke przez całą drogę do domu i on także jej nie nagabywał, co uznała za sprzyjającą okoliczność. Zdenerwował ją tak bardzo, że gdyby ponawiał swoje zaczepki, zażądałaby zatrzymania auta i pieszo wróciłaby do domu.
Gdy Sasuke zatrzymał samochód na podjeździe, odpięła pas i chciała szybko wysiąść, ale Sasuke zatrzymał ją ruchem ręki. Spojrzała na niego złowrogo.

piątek, 25 maja 2018

Rozdział 65.


Ino pracowała blisko herbaciarni, w której miała się spotkać z inspektorem, więc poszła tam pieszo. Wydawał jej się niedorzecznym pomysł, że Sasuke miałby specjalnie po nią przyjechać.
Jednak również nie chciała spotkać się z policjantem sam na sam, więc postanowiła zaczekać na zewnątrz zamiast odebrać rezerwację.

środa, 2 maja 2018

Rozdział 64.


Ino siedziała na kanapie w salonie i teoretycznie czytała książkę, ale w większym stopniu pochłaniało ją smsowanie z Sasuke.
Kiedy Gaara wszedł do pokoju odruchowo zablokowała telefon i odłożyła go na bok. Sekundę później poczuła się winna. Smsowanie chyba nie było niczym złym. Ale ukrywanie z kim pisze?

wtorek, 3 kwietnia 2018

Rozdział 63.

Ino przyszła do Sakury po krótkiej zapowiedzi telefonicznej. Nie była zadowolona, że musi się z nią zobaczyć.
Widziały się tylko trzy razy od czasu feralnego wyjścia z Fumi do klubu. Sakura za każdym razem wpędzała ją w coraz większy dołek, otwarcie namawiając, żeby rzuciła Gaarę.