wtorek, 1 sierpnia 2017

Rozdział 59.



Ino złożyła podpis pod zeznaniem i przesunęła kartkę w stronę funkcjonariusza po drugiej stronie biurka.
  - To wszystko. Skontaktujemy się z tobą wkrótce - powiedział policjant i odłożył dokument na bok.
 Ino wiedziała, że powinna uznać to za pozwolenie na wyjście i z niego skorzystać - tak naprawdę chciała już mieć to wszystko za sobą i wyjść z komisariatu - ale jednocześnie było coś, co chciała wiedzieć. Nie czuła się pewniej w zetknięciu z wymiarem sprawiedliwości niż ​ ktokolwiek inny - nawet mając ojca policjanta wolała nie mieć więcej wspólnego ze służbami mundurowymi niż to konieczne - ale inspektor Yamada, który ją przesłuchiwał, był młody, a ponadto wyjątkowo sympatyczny, co ją ośmieliło.
  - Chciałam zapytać... Jaki dalszy bieg będzie miała ta sprawa?
Policjant uniósł lekko brwi, chociaż nie wydawał się za bardzo zaskoczony pytaniem.
  - Jak mówiłem na początku, takie przypadki podlegają karze bezwzględnego więzienia, a w tym przypadku mamy wiarygodne zeznania i dowód rzeczowy. Nie powinnaś się martwić.
  - Tak, ale chciałabym wiedzieć, czy sprawa o uszkodzenie ciała... Jak będzie traktowana? Czy to ma znaczenie, kto zaczął?
 Policjant przez chwilę lustrował ją spojrzeniem i Ino pomyślała, że jednak na zbyt wiele sobie pozwoliła, bo stróże prawa nie lubią, gdy to im zadaje się pytania. Ojciec przez telefon ostrzegał ją, żeby zachowywali się spokojnie i nie pogarszali i tak niejednoznacznej sytuacji - i chociaż wiedziała, że miał na myśli Gaarę, tym razem to chyba ona balansowała na krawędzi noża.
  - Nie mogę ci nic obiecać, bo wszystko zależy od tego, jakie zeznania złoży podejrzany - odpowiedział mężczyzna. - Prawdopodobnie przesłucham go jutro. Myślę, że przypomni sobie, że uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, i tak też zostanie spisane w raporcie.
  Ino gapiła się na rozmówcę bez zrozumienia.
  - Ino... Mogę do ciebie mówić po imieniu? - zapytał Yamada i kontynuował, nie czekając na odpowiedź. - Ćpun na haju czasem może sobie zrobić krzywdę i tego nie zauważyć, dopóki nie zaliczy zjazdu. Przekonam go, żeby sobie przypomniał. A ty uważaj na siebie, nie pakuj się więcej w kłopoty i pozdrów ojca.
 Ostatnie zdanie sprawiło, że Ino znalazła jakiś punkt zaczepienia i odzyskała mowę.
  - Zna pan mojego ojca?
 - Tak, miałem z nim zajęcia z profilowania. Powinien mnie pamiętać, strasznie mnie tępił.
 Ino nie była pewna, jak powinna zareagować na te słowa, chociaż miała niejasne uczucie, że wpadła w tarapaty.
  - Podejrzewam, że nie jest pobłażliwym wykładowcą - skomentowała.
  - Mówiliśmy na niego "żyleta" - odpowiedział funkcjonariusz konspiracyjnym tonem. - Ufam, że mu tego nie powtórzysz.
  Ino potrząsnęła przecząco głową, starając się wyglądać przekonująco niewinnie. Jednocześnie zastanawiała się, czy wszyscy policjanci są taki dziwni. Jakkolwiek podziwiała swojego ojca, zawsze była przekonana, że jego bezpośredniość granicząca z poufałością, nietypowa dla Japończyka, jest raczej niepożądaną i ekstremalnie rzadko spotykaną cechą wśród przedstawicieli prawa.
  - Umiem dochować tajemnicy, inspektorze.
  - Kyohei. Możesz mi mówić po imieniu.

***
Ino uznała, że najgorsze już za nią i że właściwie cała ta okropna sytuacja zostanie rozwiązana możliwie najmniejszym kosztem - przynajmniej na razie, dopóki nie przyjdą wezwania na kolejne przesłuchanie. Była wręcz zadowolona, że ojciec nie pojawił się na komisariacie.
Skończyła zeznawać jako pierwsza, więc musiała zaczekać. Niedługo, bo przesłuchania odbywały się jednocześnie. Gdyby trafili na mniejszy komisariat, nie wyszliby pewnie z niego do rana.
Fu ulotniła się, jak tylko wyszła z pokoju przesłuchań. Ino nie była pewna, czy ucieka przed policją, atmosferą tego miejsca czy unika konfrontacji z Gaarą.
Wszyscy byli w podłych humorach i Ino nawet nie miała ochoty zagadywać Sakury - która namówiona telefonicznie przez Sasuke wróciła, żeby złożyć zeznania - ani kogokolwiek innego pytaniami, żeby upewnić się, czy wszyscy trzymali się ustalonej wersji. I tak największe wątpliwości mógł budzić Gaara, który niepokornym zachowaniem wobec policjantów wręcz prosił się o kłopoty.
Jednak gdy wyszli  posterunku, napięcie opadło, przynajmniej dla niej. Wcześniej nie była pewna, czy przypadkiem nie wyjdą z tego budynku z zarzutami.
  - Wiesz, ja też nie jestem fanką policji, ale po kimś kto studiuje prawo spodziewałabym się więcej taktu - odezwała się do Gaary, gdy schodzili po schodach. Była zła z powodu jego głupoty. Policja nie potrzebuje żadnych konkretnych powodów, żeby zatrzymać kogoś na 72 godziny i z łatwością mógłby trafić do aresztu tylko  ze względu na swoje harde zachowanie. Ewidentnie miał takie samo zdanie o służbach mundurowych jak jego kumpela Fu. - Co właściwie masz przeciw policji?
 Zatrzymała się, żeby podkreślić, że oczekuje odpowiedzi. Gaara spojrzał na nią w sposób daleki od ugodowego, ale zanim się odezwał, Ino usłyszała ironiczny głos Sasuke.
  - Nie mieszajmy w to od razu całej policji. Młody inspektor nawet nie próbuje ukryć, że wpadłaś mu w oko.
 Ino odwróciła się do bruneta i zgromiła go wzrokiem. Czasami zastanawiała się, czy on świadomie musi zaogniać każdą sytuację czy wychodzi mu to bezwiednie.
  - Co ty zmyślasz? - zapytała krytycznie.
  W tym momencie Sakura szarpnęła ją za ramię.
  - Kłóćcie się innym razem. Zobacz, kto na nas czeka.
  Ino podążyła za jej spojrzeniem i zobaczyła osobę, na konfrontację z którą zdecydowanie nie miała ochoty - swojego ojca.
  - Myślałam, że nie przyjdziesz - powiedziała, kompletnie zdezorientowana.
  - Postanowiłem zaczekać na zewnątrz, by nie pojawił się cień podejrzeń, że próbuję wpływać na śledztwo - odpowiedział mężczyzna. Był bardzo poważny. - A ponadto uznałem, że dobrze ci zrobi konieczność samodzielnego zmierzenia się z konsekwencjami twojej własnej głupoty.
 Ino nie wiedziała, co na to odpowiedzieć, w głównej mierze dlatego, że nie spodziewała się otwartej krytyki - przynajmniej nie w tym momencie.
Może jednak ojciec postanowił wpływać na śledztwo, to by wyjaśniało, dlaczego inspektor prowadzący postanowił zmanipulować fakty. A także, dlaczego Inoichi Yamanaka był tak wściekły.
Gaara wyrwał się przed szereg, nagle odkładając gniew na bok - a Ino wiedziała, że złość na nią mu nie przeszła i nie wygląda, by mogła łatwo minąć - jak gdyby głos zabrała szlachetna część jego natury.
  - Panie Yamanaka. To ja jestem odpowiedzialny za tę sytuację, więc proszę winić mnie.
  - Co do tego możesz być pewien - odpowiedział Inoichi, nie spuszczając z tonu. - Chcę zamienić z tobą parę słów na osobności.
  - Tato, jest naprawdę późno, może nie teraz? - Ino zaprotestowała, ale na próżno, bo ojciec spiorunował ją wzrokiem i nawet nie odpowiedział. - Że też akurat teraz musiał mu się włączyć tryb policjanta - skomentowała, gdy Gaara i jej ojciec odeszli na taką odległość, że nie można ich było usłyszeć.
  Sakura prychnęła.
  - Rzeczywiście, nie w porę. O wiele za późno, żeby cię przypilnować - oceniła.
 Ino postanowiła nie odpowiadać na jej uwagę. Z jakiegoś powodu, Sasuke uważał, że może jednak dać się sprowokować i postanowił uciąć wszelkie możliwości zaognienia konfliktu.
  - Sakura, czy mogłabyś zadzwonić po taksówkę? Odwiozę cię do domu.
  - Nie chcę z tobą nigdzie jechać.
  - Nie odezwę się do ciebie nawet słowem, obiecuję - odparł Sasuke i, jakby wszystko było postanowione, odciągnął Ino na bok. Sakura miała niezadowoloną minę, ale wyjęła telefon, żeby zadzwonić. Z pewnością chciała jak najszybciej znaleźć się w domu.
  Ino nie miała pojęcia, jak zdoła zrekompensować przyjaciółce "atrakcje" tego wieczoru - cokolwiek Gaara by nie powiedział to ona była winna, nie miała co do tego wątpliwości.
   Sasuke wyrwał ją z zamyślenia.
  - Ino. Mówiłem poważnie. Policjanci fałszujący raporty to żadna niespodzianka, ale z reguły chronią siebie, nie nadstawiają karku w czynie społecznym.
  - Pewnie mój ojciec o to poprosił.
  - Na ile pewnie? - zapytał Sasuke.
  Ino, niespodziewanie nawet dla siebie, rozzłościła się tą jego dociekliwością.
  - Doceniam troskę, ale może już starczy przesłuchań na dzisiaj, nie zgadzasz się?!
 Sasuke nie wyglądał na urażonego jej wybuchem.
  - W porządku. Ale uważaj na tego gościa. Gdyby się narzucał, przyjdź z tym do mnie.
  To brzmiało poważnie. Ino pokręciła z niedowierzaniem głową.
  - A co, twój wujek ma w kieszeni policję? - zapytała kpiącym tonem.
  Sasuke nie potraktował jej pytanie żartobliwie.
  - Twój przyszły teść na pewno ma większe wpływy, ale też nic nie robi bezinteresownie, odradzam ci zgłaszanie się do niego w jakiejkolwiek sprawie - oświadczył. - I nie mówię tego dlatego, że chcę zgrywać chojraka. Po prostu, w razie gdyby wyjątkowo miły inspektor sprawiał ci problemy, przyjdź z tym do mnie, Ino. Zanim Gaara go zabije. - Na te słowa Ino odwróciła wzrok i uśmiechnęła się pobłażliwie, ale Sasuke ujął ją delikatnie za podbródek i odwrócił jej twarz. - Dosłownie. Zabije go.

***
Sakura podeszła pod blok specjalnie niespiesznym krokiem. Sasuke uparł się, żeby odprowadzić ją pod drzwi budynku, ale ona jakoś nie czuła się mile połechtana tym faktem. Jeśli już, to bardziej rozdrażniona.
  - Poradzę sobie sama - powiedziała, gdy Sasuke przytrzymał drzwi, żeby ją przepuścić.
  Myślała już, że chłopak pozostawi jej niezbyt miłą uwagę bez komentarza, ale on jednak się odezwał.
  - Dlaczego tak cię irytuje, gdy staram się zachowywać uprzejmie?
 Sakura pomyślała, że sama sobie powinna zadać to pytanie. Spojrzała na Sasuke, chociaż jeszcze chwilę temu miała zamiar go zlekceważyć i pójść po prostu do mieszkania, nawet bez pożegnania. Nie obchodziło jej, że chłopak poczuje się urażony. Dzisiejszej nocy po raz pierwszy pomyślała, że w cokolwiek Sasuke gra - niezależnie od tego, czy prowadzi świadome gierki czy sam nie zdaje sobie sprawy ze sprzeczności we własnych zachowaniach - ona nie chce mieć z tym nic wspólnego. Po raz pierwszy pomyślała, że im bardziej coś ją do niego ciągnie, tym bardziej powinna go unikać. Pora przypomnieć sobie, że nie jest dziewczyną, która kieruje się emocjami.
  - Irytuje mnie to - potwierdziła, - pewnie dlatego, że masz dwie twarze. Jedna jest cyniczną twarzą egocentryka, a druga należy do kolesia, który uświadomił sobie, że nie pasuje mu rola czarnego charakteru. Z jednej strony jesteś strasznym bucem, Sasuke, a z drugiej porządnym facetem, może nawet dżentelmenem. Nie wiem, kiedy jesteś bardziej sobą. Ale nawet, kiedy próbujesz być lepszą wersją samego siebie, nie wiesz, gdzie wytyczyć sobie granice.
  - To dość okrutne słowa - odparł Sasuke, udając, że wcale nie jest dotknięty. - Szczególnie jak na dziewczynę, dla której mógłbym chcieć być porządnym facetem.
  Sakura przymrużyła oczy. Kiedyś takie słowa, usłyszane od niego, zmieniłyby wszystko. Ale teraz nie czuła ekscytacji, i to wcale nie dlatego, że jej uczucia się zmieniły. Wręcz przeciwnie, pod pewnym względem, w jakiejś głębokiej warstwie, nie zmieniły się wcale od czasu, gdy ukradkiem obserwowała go na kursie angielskiego i zastanawiała się, czy będzie miała na tyle szczęścia, żeby zwrócił na nią uwagę. Albo na tyle odwagi, żeby z nim porozmawiać. W jakiejś warstwie jej uczucia pozostały niezmienne, mimo że przekonała się, że Sasuke nie jest ani tak nieosiągalny, ani tak idealny jak jej się wydawało.
  - Nie zwodź mnie, Sasuke - odpowiedziała. - Obojętnie, czy próbujesz mi coś zrekompensować z sympatii czy dlatego, że chcesz się lepiej poczuć we własnej skórze. Jesteś wobec mnie uprzejmy, nawet szarmancki, ale wcale nie dlatego, że ja coś w tobie zmieniłam. Jeśli nawet ktoś mógłby, nie byłam to ja. Cały czas widzisz we mnie tę infantylną, trochę irytującą, naiwną panienkę, która się zadurzyła w twoim imidżu. Przy okazji, przez te wszystkie miesiące, trochę mnie polubiłeś, więc masz wyrzuty sumienia. I twoje obecne zachowanie wobec mnie to mieszanina pobłażliwości, sympatii i wyrzutów sumienia.
  Sasuke patrzył na nią ze zniecierpliwieniem. I rozdrażnieniem. Wiedziała, że zaczęła grać mu na nerwach.
  - Czego ty ode mnie chcesz?
  Sakura pokręciła głową.
  - Rzecz w tym, że niczego. Niczego nie możesz mi dać, poza pustymi gestami. Dlatego przestań się starać, Sasuke. - Powiedziała z naciskiem. Miała nadzieję, że wcale nie widać, ile ją to kosztowało. - Z tego nic nie będzie, nawet przyjaźni.
  Sasuke przyglądał jej się badawczo, jakby coś analizował.
  - Dobrze.
  Sakura, z nieznanego sobie powodu poczuła, że ogarnia ją panika, jakby Sasuke naprawdę miał się śmiertelnie obrazić - a nie o to jej chodziło.
  - Nie mam nic przeciwko tobie, po prostu zamiast znajdować sobie rozpraszacze uwagi powinieneś poukładać swoje życie. Zaczynając od własnych emocji, nie od osób trzecich.
  - Rozumiem - odpowiedział Sasuke lakonicznie.
  Sakura potrząsnęła głową.
  - Nie wydaje mi się...
  - Rozumiem. Lepiej niż ci się wydaje.

***
Shikamaru generalnie nie przepadał za klubowymi imprezami. Znał wiele lepszych sposobów na spędzanie czasu niż przepychanie się przez tłum, popijanie piwa sprzedawanego po zawyżonych cenach i przekrzykiwanie się przez wszechobecny hałas. Dlatego też imprezową część życia studenckiego w większości sobie podarował - zdaniem Temari, przespał. Częściej bywał na domówkach niż w "Triadzie", ale tym razem uczynił wyjątek od reguły. Ponieważ Temari wysłała mu lakonicznego smsa z informacją, że dawna "paczka" planuje spotkanie w starym stylu, uznał, że może potraktować to jako zaproszenie. Mimo że nie uważaj się za część jej paczki.
Nie miał też ochoty na socjalizowanie się z towarzystwem Temari, a męska duma nie pozwalała mu na aż tak daleko idące ustępstwa, więc w klubie nie przysiadł się do stolika, gdzie siedziała Temari, Karui i Kiba i parę osób, znanych mu z widzenia. Zamiast tego razem z Choujim i Shino usiedli przy stoliku. Shikamaru uznał, że zasygnalizowanie swojej obecności wobec Temari wystarczy - dziewczyna ostatnio dość konsekwentnie go unikała, a informację o imprezie mogła przysłać z uprzejmości. Albo, co gorsza, wysłać ją jednocześnie do grupy odbiorców.
Co dziwne, Temari w pewnym momencie przysiadła się do ich stolika, który - jeśli znajdowałby się w akademickiej stołówce - bez wątpienia byłby zakwalifikowany jako miejscówka odszczepieńców.
  - Chyba się za dobrze nie bawicie - powiedziała  swobodnie, nie zwracając się do nikogo konkretnego.
  - Ty za to rządzisz na parkiecie - odparł Shino typowym dla siebie tonem, po którym nie można było ocenić, czy próbuje być zabawny czy ironizuje.
  - Co mogę powiedzieć - odparła Temari kwaśno. - Zostałam wystawiona. Sasuke, Gaara, Ino... Nagle każdemu coś wypadło albo po prostu nie mają ochoty na imprezę - uzupełniła i spojrzała wprost na Shikamaru, z taką miną, jakby to była jego wina. - A Karui w życiu nie zgodzi się na rozkręcanie imprezy. - Niedbałym ruchem ręki wskazała na pusty parkiet. - Rany, dlaczego ludzie są tacy niesłowni?
  - Może naprawdę im coś wypadło - zasugerował Shikamaru.
 Temari prychnęła z niezadowoleniem.
  - Tak, w jedyny taki wieczór od miesięcy. Mnie ma prawo coś wypaść. Ciężko pracuję. Gaara pracuje w takich godzinach, w jakich mu się podoba, a Sasuke nie pracuje tylko sprawia takie wrażenie, bo i tak wszystko dostanie za darmo.
 Spiorunowała Shikamaru wzrokiem, jakby to, że Sasuke jest praktycznie jedynakiem i jedynym dziedzicem majątku, też było jego winą.
Shikamaru był może towarzysko nieobyty, ale wystarczająco bystry, by dojść do wniosku, że Temari czegoś od niego oczekuje. Natomiast określenie, o co jej chodzi, mogło być już wyzwaniem przekraczającym możliwości jego intelektu.
Postanowił zaryzykować, przysunął się i objął ją ramieniem, na co Temari wdrygnęła się jakby zaskoczona, ale nie odsunęła się.
Chouji odchrząknął.
  - Pójdę zamówić jakieś przekąski - rzekł. - Shino, idziesz?
 Brunet nie dostrzegł rzuconego mu porozumiewawczego spojrzenia, gdyż jak zwykle pogrążony we własnych myślach, nie patrzył na rozmówców.
  - Niby po co?
  - Bo potrzebuję dodatkowej pary rąk na półmiski z żarciem. Rusz się - odpowiedział Chouji, niespotykanie obcesowo.
  Shino wstał niechętnie mamrocząc coś pod nosem, zaś Shikamaru postanowił docenić usłużność przyjaciela i skorzystać z wolnego pola.
  - Tylko nieobecności twojej ekipy zawdzięczam ten królewski zaszczyt? - odezwał się. - W ostatnich dniach niechętnie odpisujesz nawet na smsy.
  Temari odsunęła się i popatrzyła na niego krytycznie.
  - Uraziłam twoje uczucia? - zapytała z kpiną w głosie. Łatwo można było wyczuć, że jest rozdrażniona i byle czym można ją sprowokować - może nawet szukała zaczepki.
  Shikamaru postanowił obejść ten problem.
  - To nieważne. Coś się dzieje?
  Temari wpatrywała się w niego przez chwilę badawczo, najwyraźniej analizując możliwe odpowiedzi.
  - Może ci później powiem. Zatańczymy?
  Shikamaru uniósł brwi i spojrzał najpierw na nią, a później na pusty parkiet. DJ zapodał właśnie jakąś zmiksowaną wersję "I love rock'n'roll" Janis Joplin, a nieudolna mieszanina nie przystających do siebie dźwięków rocka i disco wywoływała w Shikamaru chęć skierowania się do wyjścia.
  - To nie dla mnie - oświadczył.
  Temari przymrużyła ze złością oczy i bez słowa wstała, żeby samotnie udać się na parkiet. Shikamaru zmarszczył brwi i sięgnął po piwo. Naturalnie zauważył, że Temari wzbudziła żywe zainteresowanie kolesi podpierających ściany.
Ale przecież nie pozwoli się szantażować.
Jego wzrok padł na Choujiego który stał przy barze i patrząc w jego stronę ostentacyjnie palnął się w czoło oraz powiedział coś, co wyglądało jak "imbecyl".
Shikamaru wzruszył ramionami, podkreślając, że nic go to nie obchodzi. W tym czasie do Temari podszedł wykolczykowany student. Temari zarzuciła mu ręce na ramiona i uśmiechała się kokieteryjnie, nawet nie spojrzawszy w stronę Shikamaru, który i tak wiedział, że testuje jego reakcję.
Co mi tam, pomyślał i wstał z miejsca. Temari odwróciła się do niego, jak tylko do niej podszedł, ale "odbijany" nie był po myśli jej adoratorowi, który nie myślał łatwo się poddać i doskoczył do Shikamaru w gotowości do dyskusji, być może ręcznej.
   - To moja dziewczyna. Spływaj - oznajmił Shikamaru, starając się brzmieć pewnie, mimo iż wcale nie wiedział jak Temari zareaguje na próbę zawłaszczenia sobie praw do jej osoby. Większy niepokój budziła w nim jej reakcja niż możliwy rozwój konfliktu z niespełnionym tancerzem.
    - Nie wydaje mi się - warknął chłopak.
   Zanim Shikamaru miał możliwość odpowiedzieć, Temari weszła między nich dwóch i spiorunowała jego przeciwnika wzrokiem.
   - Tracisz czas. Chcesz stracić też zęby?
   Koleś cofnął się z rękami wyciągniętymi w obronnym geście, mając minę człowieka, który niekoniecznie chce się konfrontować z niezrównoważonymi kobietami.
   Shikamaru uznał, że przynajmniej jednemu z nich nie brakuje rozsądku.

5 komentarzy:

  1. Tego się nie spodziewałam :D idę czytać, komentarz na pewno dopisze później:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda że tak krótko: ( Mam nadzieję ze ta sprawa z Gaara szybko sie wyjaśni ;) Czy mi się zdaje czy Sasuke zaczyna powoli do Ino coś ten tego ;* I tak będą kłopoty zapewne ;* No czekam na kolejny rozdzial ;* Proszę nie czekaj z nim długo bo oszaleje ;*;*;* Twoja najwieksza fanka ;*;* Anita ;*;*;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj to się porobilo. Ciekawa jestem jak się w końcu dogadają Gaara i Ino.
    Czyżby Sasuke... hmm nie wiem jak to napisać... wydoroślał? :D Niby fajnie jakby w końcu zaczął myślęć, ale wcale się nie dziwię reakcji Sakury.
    No i Shikamaru Tak słodko :D <3
    Czytałam z uśmiechem na ustach i czekam na kolejny :*

    P.S. Mam nadzieję, że dla Fu przygotujesz ostrą jazdę... Serio miło by było gdyby ktoś bardzo dosadnie pokazał gdzie jest jej miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się rozmowa Sasuke i Sakury, może coś do niego wreszcie dotrze! :D Shikatema najlepsi <3 czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam za chamską reklamę, ale nie znalazłam zakładki, gdzie mogłabym zostawić mały spam :)

    Czujesz niedosyt, oczekując na kolejne części pomiędzy wydaniami chapterów? A może nie do końca odpowiada ci przedstawienie postaci przez samą autorkę? W takim razie zapraszam do siebie. "Kuroshitsuji. Zbiór wolnych opowiadań" to coś dla każdego miłośnika lekkiego dreszczyku grozy i subtelnego piękna. Znajdziesz tam historie zakończone i trwające, towarzyszące bohaterom, śledzące ich losy i decyzje. Zajrzyj, przeczytaj, zostaw komentarz.

    www.kuroshitsujizbior.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń